czwartek, 12 listopada 2015



Dziś jest TEN dzień! I nie mam tu na myśli TYCH dni kobiecych. Nie mam też urodzin, ani żadnego innego święta. Z pozoru ten dzień nie różni się niczym od innych, a jednak jest specyficzny...

... Zaczyna się niewinnie. Wstajesz rano niezbyt wyspana, mimo, że nie masz zbyt wiele czasu z niczym nie możesz się wyrobić. Robisz wszystko nerwowo i w pośpiechu, w obawie przed spóźnieniem do pracy. Dziecko jak na złość nie chce współpracować, kawa nie smakuje. Udaje ci się wyjechać na czas. Zaczynasz sobie myśleć, że ten dzień może wyglądać tak jak zwykle. Nic bardziej mylnego. Nagle spostrzegasz, że nie wzięłaś swojego narzędzia pracy. Cholera! Nie ma czasu na cofanie!. Z pomocą przychodzi ukochany. Jak dobrze, że jeszcze nie wyjechał z domu. Wchodzisz do pracy ostatnia. Siadasz przy biurku i mimo ułożonego planu nie wiesz ze co masz się zabrać. Telefony się urywają, wszyscy czegoś od Ciebie chcą. Marzysz o przerwie, a najlepiej o pójściu do domu. Dostajesz ochrzan, mimo, że wykonywałaś pracę zgodnie z poleceniami. Może ktoś również ma TEN dzień i mu to pomaga? Z trudem powstrzymujesz się, żeby nie wybuchnąć. Trudno, żyje się dalej. Co jakiś czas z niepokojem spoglądasz na zegarek kiedy  wreszcie wybije godzina zero, kiedy będziesz mogła spokojnie wrócić do domu, wypić herbatkę i ułożyć z dzieckiem ukochane puzzle. Jest! W końcu czas do domu, wszyscy się zbierają a Twój komputer jak na złość szwankuje. Wychodzisz ostatnia. Odbierasz dziecko, które ewidentnie też nie jest w najlepszym nastroju. A jeszcze trzeba zrobić zakupy. W sklepie wszystko będzie ok, jeśli tylko kupisz Kubusia. Kupujesz na wszelki wypadek kilka, byleby nie było afery. Przy kasie olśnienie! Nie ma śmietany. [Ups, powiedziałam to głośno]. Ratuje cię pani z kolejki, która wzięła jedną na zapas. Maruda nie ma ochoty na chodzenie, więc torebka w jedną rękę, dziecko w drugą, a siata? Dobra, to tylko kawałeczek do auta. W końcu - kierunek dom. W samochodzie afera, bo Kubuś ma być teraz. Kuźwa, za późno już prowadzę, nie sklonuje się. Nie ma wyjścia, trzeba stanąć gdzieś na poboczu, bo rozpłakał się na dobre. Głowa Ci pęka, mam ochotę krzyczeć razem z nim. Muszę się opanować. Udaje mi się wygrzebać z siatki ten przeklęty mus. Jeszcze kilka metrów i... To co zastajesz w domu przechodzi Twoje oczekiwania. Chyba przeszedł tędy jakiś tajfun. Marzysz tylko o tym, by ten dzień się wreszcie skończył. Dostajesz jeszcze telefon, że tatuś wróci późno. Wspaniale. Wszystko na mojej głowie! Szybkie ogarnięcie kuchni/pokoju/korytarza. Zapomniałaś o obiedzie, ale już chyba powoli czas na kolację. Dziecko domaga się czekoladki, nie no zaraz zwariujesz. Chwila na zabawę i czas do spania. Przy kąpieli afera, bo nie ten ręcznik/płyn. W końcu dziecko pada zmęczone. A ty padasz na pysk...

Dziś jest TEN dzień!
Dzień cały na NIE
Dzień w którym wszystko dookoła wkurza
Dzień kiedy nic nie wychodzi.
Dzień gdy masz ochotę wszystkich dokoła pozabijać i lepiej nie wchodzić ci w drogę.

Każdy ma czasem takie dni, ale nie każdy ma na to sposób. Mój sposób to odpowiedni go zakończyć. Zrób coś co lubisz co cię relaksuję, uspokaja. Zaparz ulubioną herbatę i zanurz się w fotelu z książką, obejrzyj ulubiony serial, poćwicz, albo nalej lampkę wina i zrób sobie relaksującą kąpiel. Znajdź moment na wyciszenie i porządnie się wyśpij.

Błagam powiedzcie, że wy też miewacie takie dni i podzielcie się sposobami na poprawę humoru.
Ja dziś wybieram ten ostatni wariant ;)