Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziecko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziecko. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 kwietnia 2018



Czterolatek to już całkiem "dorosły" chłopak.
Zna się na wszystkim, na wszystko ma odpowiedź a jeśli czegoś nie wie potrafi zadawać tysiące pytań na minutę. Nie robi przerw w poznawaniu świata i odkrywaniu jego tajemnic.

Czasami padnie taki tekst, że dosłownie nie wiadomo co powiedzieć.

Tak się przyjęło, że spisuję te najciekawsze rozmówki na pamiątkę dla potomnych.
Zeszłoroczne dialogi i pomyłki językowe możecie przeczytać klikając ten LINK

Dzisiaj dzielę się z Wami najnowszymi dyskusjami z czterolatkiem. Niektóre są śmieszne, niektóre łapiące a serce a pozostałe to wymądrzania, które aktualnie są u nas najczęstsze. Mam nadzieję, że to minie, a ponoć nadzieja umiera ostatnia :)

 Koniecznie w komentarzu napiszcie, jaki ciekawy dialog ostatnio przeprowadziliście ze swoimi pociechami.

Głuptasy

Podczas jazdy samochodem toczą się zawsze najciekawsze rozmowy...

A: Mamo patrz lampki (świąteczne)!

Ja: Gdzie?

A: No przed chwilą widziałem tam... świecące lampki...

Ja: Muszę patrzeć na drogę więc nie zauważyłam...

A: Już dawno nie ma świąt a ktoś zapomniał zdjąć. Ło jeju co za głuptasy



Na placu zabaw

Chłopcy siedzą obok siebie na ławce, Antek siada z początku obok a nagle staje przed nimi i oświadcza: Nie, Nie, teraz ja stoję tu i będę KRÓLEM



Dom

Wracamy z przedszkola, Antek nie chce jechać do domu tylko jakiegoś kolegi

A: Pojedziemy do X?

Ja: Ale ja nawet nie wiem gdzie on mieszka

A: Ale ja wiem

Ja: Tak, a gdzie?

A: No w domu!

Ja: Ale nie wiemy w jakim

A: NO w SWOIM



Nie umiem spać...

Ja: Jemy kolację i idziemy spać

A: Ale wiesz mamo, że ja nie zasnę?

Ja: Czemu?

A: No mówiłem ci, ja nie umiem spać!

Ja: Na pewno umiesz, a wczoraj też nie spałeś?

A: Nie, tylko udawałem

Ja: Aha, to dziś też mógłbyś poudawać?

A: Nie, bo to niegrzeczne przecież!



O przyszłości

Ja: Kiedyś pewnie będziesz mieszkał ze swoją żoną a nie mamusią

A: Ale... z jakąś nową?

Ja: No tak, poznasz jakąś dziewczynę i będziesz miał swoją rodzinę...

A: Ale ja lubię tylko moją starą mamusię!



Za kilka dni: Ale pamiętasz mamo, że ja jak dorosnę to się nigdy od Was nie wyprowadzę?

Innym razem: Znajduję gdzieś bransoletkę, którą dała mu babcia do zabawy, a za plecami słyszę: Mamo zostaw, to dla Zuzi nie dla Ciebie!



Takie tam, rozmowy o życiu

Antek siedzi dość długo w WC zamknięty z kotem

Ja: Antoś robisz kupkę czy co?

A: Nie, tak sobie tu rozmawiamy o życiu...



Chciałabyś...

Oglądam filmik z popularnego w internecie tańca studniówkowego

A: (z uśmieszkiem) Chciałabyś tak sobie zatańczyć ze swoim mężem co?

Ha ha chyba pomylił z pierwszym tańcem weselnym :)



Relaks

Podczas kąpieli. Antek rozkłada się we wannie i mówi do siebie:
- A teraz się połóż i zrelaksuj
Musiał zauważyć moją zdziwioną minę bo obraca się do mnie i pyta:
- A ty w ogóle wiesz co to znaczy 'zrelaksuj' ???

Ja w myślach: nie synu odkąd mam 2 dzieci to nie wiem...



Materialista ale kochający

Kładziemy Helenkę spać

A: Kocham cię Helenko. Jesteś dla nas bardzo Ważna wiesz? Jak takie małe złoto



Dzidziusie takie są

Helena ma zły dzień, dużo płacze i praktycznie jest nieodkładalna. Kiedy udaje mi się ją uśpić idę do starszaka z wyrzutami sumienia...

Ja: Widzisz, Helenka ma dzisiaj zły dzień i dlatego tak płacze

A: Oj mamo, dzidziusie już takie są , że ciągle płaczą, nie wiedziałaś?



Oczekiwanie

A: Helenko, wiesz, że nie mogłem się Ciebie doczekać jak byłaś w brzuszku mamy.

Ja: Ja pamiętam, ale w końcu się doczekałeś

A: Noooo, jak helenka będzie starsza to też będzie chciała mieć takiego dzidziusia, prawda Helenko? I mama Ci urodzi



Znam się na wszystkim

Po którymś z rzędu pytaniu odpowiadam na odczepne:

Ja: Nie wiem, ja się na tym nie znam

A: Co? Nie znasz się? A ja się znam na wszystkim!



Kolejna rozmowa w aucie

A: Lubię ognisko i kominek wiesz? Np. ten u babci na działce taki z kamyszkami

Ja: Ale babcia już dawno nie ma tego kominka, teraz ma taki metalowy

A: Aaaa no tak, a kto go tam przydźwigał w ogóle

Ja: No nie wiem a czemu?

A: Bo wiesz babcia jest już taką staruszką i nie może dźwigać takich ciężkich przedmiotów.



Empatia

Zbliża się dzień babci i dziadka. Robimy prezenty:

A: Dla Twojego dziadka [chodzi o mojego ojca, a dziadka Antosia] też zrobimy, ok?

Ja: Jak to dla mojego?

A: No tego co nie żyje i go zakopali...

Ja (szok!) ale chcesz mu zanieść na cmentarz?

A: Tak, żeby się nie martwił, że on nie dostał prezentu. Bo wiesz, on tam nie ma nic swojego

[nic z siebie nie wykrztusiłam bo mnie zamurowało, nim ochłonęłam Antek się przytula]

Ja: Zrobiło ci się przykro jak o tym rozmawiamy?

A: Nie przytulam cię, żeby ci nie było smutno jak mówiłem o Twoim dziadku.


piątek, 5 stycznia 2018


Szpital - na sam dzwięk tego słowa krzywi się nawet wielu dorosłych. Jest to miejsce, które przywołuje raczej złe wspomnienia. Nie ma się więc co dziwić dzieciom, kiedy trudno im zaakceptować zmiany. Jednak czasami zachodzi konieczność hospitalizacji i nic nie możemy na to poradzić.

Nie sądziłam, że nas to spotka, i to na tak wczesnym etapie życia małej królewny, ale jak trzeba, to trzeba! Przy tak małym organizmie nikt nie weźmie odpowiedzialności za leczenie w domu. Lepiej być pod stałą obserwacją, by w razie potrzeby zadziałać natychmiast. Musiałam więc zaufać lekarzom i trafiliśmy na oddział dziecięcy. Z jednej strony przerażało mnie, że ona jest taka maleńka. Z drugiej jednak dobrze, że nie jest jeszcze na tyle świadoma i nie przeżywa tego jak inne maluchy.

Pierwsze wrażenie jest nawet miłe. Ze ścian uśmiechają sie do dzieci kolorowe postacie. Jednak kiedy widzi się cierpiące szkraby czar pryska. Wiadomo, że to nie sala zabaw...

Warunki są za to bardzo dobre. Dostałyśmy osobny pokój i choć jest mały, to najważniejsze, że dla mamy również jest łóżko, a nawet własna łazienka. Naprawdę mogło być pod tym względem o wiele gorzej. Tyle razy czytałam o spaniu na karimatach czy krzesłach przy łóżku dziecka.
Kiedy cierpi dziecko komfort matki schodzi na ostatni plan, jednak wyspana matka lepiej zajmie się maluszkiem - to pewne. Opieka jest tu cudowna i to liczy się najbardziej. Chociaż bezradnie patrzę jak ona się męczy, to mam świadomość, że specjalisci zrobili co mogli, by nie dopuścić do odwodnienia.

Zdiagnozowano jakiś adenowirus. Sama nazwa nic mi nie mówi, takich wirusów jest mnóstwo. Biegunka i wymioty. Po każdym karmieniu zamartwiałam się czy tym razem dobrze to przyjmie, czy znów wszystko zwróci.
Cały czas zastanawiam się jeszcze gdzie ona mogła to świństwo złapać, jak nawet straszak od dłuższego czasu do przedszkola nie chodził. Ale czy to ważne?

Kiedy zabierali ją na założenie wenflonu zostałam uprzedzona, że bedzie ją słychać i mam nie panikować. Dla nich to chleb powszedni, a serce matki pęka w takim momencie na kawałeczki. Może lepiej, że tego nie widzałam. Bo sam widok tego okropieństwa na małej rączce sprawił, że z trudem powstrzymywałam łzy. Później byla jeszcze kroplówka... a ona nie chciała przy niej leżeć. Coś okropnego. Nie wiem czy to jeszcze hormony poporodowe, czy poprostu zrobiłam sie taka "miętka".

Nawet jeśli maluda śpi, zza ścian słychać płacz innych dzieci. Masakra.
Nie wyobrażam sobie jak muszą nagimnastykować się mamy kilkulatków, by zatrzymać je w pokoju, a potem namówić na jakiekolwiek badanie. Wszystko to przecież jest dla nich nowe i co za tym idzie powoduje strach. Na korytarz lepiej nie wychodzić by nie złapać czegoś gorszego.

My jesteśmy tu trzeci dzień i mam nadzieje, że już ostatni. Jest poprawa. Ładnie je i przybiera na wadze. Udało się nawet przespać noc i mamy nowe siły do walki!

Ja wiem, że inni mają gorzej. Spędzają w szpitalach pierwsze miesiace, a czasem pół życia. Serdecznie współczuję i tym maluchom i rodzicom, którzy przeżywają to razem z nimi. Najgorszemu wrogowi nie życzę czegoś takiego. Nawet jeśli to "dobnostka".

sobota, 28 października 2017



Dzieci uwielbiają eksperymenty, to wie każdy!

Szkrab bardzo lubi oglądać tego typu zabawy, a jeszcze bardziej wykonywać je samodzielnie.
Weekend to najlepszy czas by zrobić z dzieckiem coś innego niż zwykle.


Erupcja wulkanu? Nic prostszego.
Przepis na to doświadczenie Antek przyniósł z przedszkola i to właściwie on pokazał je mi, a nie odwrotnie. A wiecie co jest w tym najfajniejsze? Składniki bez problemu znajdziecie w swoim domu, nie trzeba kupować jakiś specjalnych chemikaliów czy czegoś podobnego.


Aby wykonać ten eksperyment potrzebujemy:
- dużej plastikowej miski
- wysokiego wąskiego naczynia (np. wazon, szklanka itp.)
- wody
- sody oczyszczonej
- octu
- farb (jeżeli chcecie by wasz wulkan był kolorowy


Naczynie wkładamy do miski by uchronić się przed rozlaniem. Zalewamy do połowy wodą. Barwimy ulubionym kolorem farby jeśli mamy na to ochotę. Wsypujemy 2 łyżki sody, a następnie dolewamy octu. I gotowe. Wulkan wybucha!
Emocje gwarantowane :)
Aby zabawa trwała dłużej my wybieraliśmy kolejny kolor, znów barwiliśmy, dosypywaliśmy trochę sody, dolewaliśmy octu i ponownie obserwowaliśmy co się dzieje.

Zobaczcie sami:










czwartek, 24 sierpnia 2017


Gdy na świecie ma pojawić się dziecko rodzice stają przed wieloma pytaniami.
Zastanawiają się między innymi czy posiadanie psa lub kota nie wpłynie negatywnie na dziecko;
czy uda nam się pogodzić rolę rodzica z opieką nad zwierzęciem; czy nie jest ono zagrożeniem...

Otoczenie często ma w tym temacie najwięcej do powiedzenia. Nierzadko straszą chorobami
i nakłaniają do oddania pupila lub od samego początku zniechęcają do zakupu.


Kiedy sama byłam małą dziewczynką, strasznie chciałam mieć zwierzątko. Mieszkaliśmy jednak
na 4 piętrze w bloku i rodzice uważali, że będzie to tylko kłopot. Dopiero kiedy dorosłam na tyle,
by móc samodzielnie zajmować się pupilem, spełnili wreszcie moje marzenie...


W naszym życiu zwierzęta pojawiały się zazwyczaj „przypadkiem”. Nie planowaliśmy zakupu psa ani kota,
a jednak mamy ich kilka. Jednego kotka przywiozła nam znajoma z jakiejś trasy. Wskoczył jej do auta, a ona prosiła czy nie podjęlibyśmy się opieki, bo sama ma już kilka swoich. Drugi przypałętał się wychudzony i... tak już został.
Pies natomiast został przez nas adoptowany od znajomych, którzy ze względu na wyjazd za granicę, byli zmuszeni oddać go do schroniska, a my nie mogliśmy na to pozwolić.


Wróćmy jednak do pytania w tytule posta: Czy warto wychowywać dzieci razem ze zwierzętami?
Znajdą się zwolennicy i przeciwnicy, poniżej zabrałam jednak kilka ważnych argumentów na to,
że wspólne życie dziecka i zwierzaka niesie za sobą niezwykle dużo korzyści, które zaprocentują
w przyszłości:
  1. Przyjaciel
    Dziecko które wychowuje się ze zwierzęciem uczy się przede wszystkim nawiązywać relacje. Zyskuje kompana do zabawy, może się do niego przytulić, kiedy jest mu smutno, a nawet powierzać mu swoje sekrety – na pewno nikomu nie wygada. Gdy mama jest zajęta np. robieniem obiadu,
    a nikogo innego nie ma w domu, czworonożny kumpel jest idealnym towarzyszem. Można się położyć w jego posłaniu i powygłupiać. Razem po prostu jest raźniej.
    Taki przyjaciel nigdy nie zawiedzie, nie odejdzie, będzie bronił i stał przy boku dziecka całe swoje życie.

  2. Ruch
    Zarówno dziecko jak i zwierzę potrzebują ruchu. Mogą się ganiać wzajemnie po podwórku, razem biegać po trawie czy grać w piłkę. Konieczność wyprowadzenia psa na spacer motywuje do spędzenia czasu na świeżym powietrzu zamiast np. przez telewizorem.

  3. Empatia i inne uczucia
    Dziecko mając pod opieką psa czy kota uczy się empatii, tolerancji, wrażliwości...
    Nie raz widziałam jak Szkrab podchodzi do psa leżącego w posłaniu i pyta czy nie jest mu smutno. Dzieli się z nim swoimi pluszakami, żeby miał swoją przytulankę, mimo iż wie, że po jednym dniu zostaną z niej strzępy. Częstuje też psimi smakołykami na poprawę humoru :) Wie, że na świecie są też inni, którzy potrzebują opieki i czasu.
    To przekłada się również na kontakty z innymi ludźmi. 

  4. Szacunek do zwierząt
    Maluch, który na co dzień obcuje ze zwierzętami zdaje sobie sprawę, że są to żywe istoty, które tak jak my odczuwają ból. Wie, że nie są to zabawki i należy je dobrze traktować. Mamy okazję nauczyć go jak opiekować się zwierzątkiem, by nie sprawić mu krzywdy. 

  5. Odpowiedzialność
    Mając w domu pupila, warto powierzyć nieco starszemu dziecku jeden z obowiązków opieki nad nim. U nas jest to np. nasypywanie karmy do miski. Szkrab dba o to by miska była pełna gdy on sam idzie na śniadanie czy obiadek. Dzięki temu uczy się odpowiedzialności i sumienności. Zdaje sobie sprawę, że jego czyny mają wpływ nie tylko na niego samego oraz, że posiadanie zwierzęcia to nie tylko przyjemności, ale dużo obowiązków.

  6. Odporność
    Dzięki kontaktowi z brudem i bakteriami dziecko kształtuje swoją odporność. Podobno amerykańskie badania wykazały, że takie dzieci są również mniej podatne na alergie i astmę niż te chowane w sterylnych warunkach. Oczywiście należy dbać o higienę zarówno zwierzęcia jak
    i dziecka. 

  7. Radzenie sobie z utratą kogoś bliskiego
    To niezbyt przyjemny, ale bardzo ważny aspekt. Niestety czworonogi żyją znacznie krócej niż ludzie. Decydując się na zwierzę musimy mieć świadomość, że nasze dziecko będzie najprawdopodobniej musiało w przyszłości zmierzyć się z jego odejściem. Będzie musiało poradzić sobie ze stratą ukochanego przyjaciela, jednak dzięki temu [i odpowiednim rozmowom] zrozumie, że śmierć jest czymś naturalnym i czeka każdego z nas.

  8. Terapia
    Czworonożny przyjaciel może być doskonałym terapeutą. Nie od dziś wiadomo, że obcowanie ze zwierzętami łagodzi stres. Zwierzęta wspierają również rehabilitację osób niepełnosprawnych ruchowo czy intelektualnie, chorych na zaburzenia afektywne, fobie, nerwice. Sprawdzają się w leczeniu autyzmu czy schizofrenii.

[Skupiłam się tu głównie na psach lub kotach, ale równie dobrze może to być królik, chomik czy nawet jakiś bardziej egzotyczny gatunek.]


Zdaje sobie sprawę, że są również minusy posiadania w domu zwierzęcia...
Szczególnie na początku może ono narobić w domu dużo szkód, będziemy niejednokrotnie narzekać na sprzątanie po nim, a kanapa pokryje się sierścią. Nie ma co liczyć również na to, że kilkulatek będzie sam się nim opiekował, a więc stracimy mnóstwo czasu i pieniędzy by zapewnić mu należytą opiekę.

Zależy co dla kogo jest ważne. Moim zdaniem warto dla tych wszystkich plusów powyżej przymknąć czasem oko na te mniej przyjemne aspekty. Nie raz przeklinam psa za wszechobecną sierść, ale nie oddałabym go za żadne skarby.


Jeśli posiadacie już w domu zwierzątko, to nie oddawajcie go nigdzie ze względu na malucha, naprawdę nie warto. Zadbane zwierze nie stanowi zagrożenia. Pamiętajmy, że jest to również członek naszej rodziny.

Jeżeli stoicie natomiast przed decyzją zakupu, być może mój wpis was przekona. Przemyślcie również wizytę w schronisku i adopcję pupila.


Macie coś do dodania? Chętnie poznam również Wasze zdanie w tym temacie.
Zapraszam do dyskusji.

Może podzielicie się z innymi swoimi historiami ze zwierzątkiem w roli głównej?







poniedziałek, 8 maja 2017



Antek zaczął mówić dość wcześnie...
Od samego początku zadziwiał nas i całe otoczenie swoim słowotwórstwem oraz łatwością w uczeniu się nowych słów. Nie dość, że zastanawialiśmy się skąd je zna, to jeszcze zawsze umiał je użyć tak jak trzeba.
Na początku zapisywałam dziwne słowa, które tworzył, później zaczęłam notować całe dialogi. Bez wątpienia jest takim dzieckiem, które co tylko nie powie, zapada w pamięć.
Tego chłopaka ciężko przegadać, jestem przekonana, że pod tym względem na pewno poradzi sobie w życiu.

Dzisiaj dzielę się z Wami niektórymi dialogami. Te udało mi się zanotować, natomiast codziennie słyszę takie teksty, że dosłownie zrywam boki.


Spacer w mieście, mijamy budowę:
A: Mamo, a ten pracownik pali papieroska
Ja: No tak, nieładnie
A: I siedzi na cegłach
Ja: yyy... pewnie mu zimno
A: Tak się nie robi, ale głuptasek z niego, bardzo głuptasek


Stoimy w sklepie rozmawiam z pewną znajomą z dzieckiem
A: Mamo, a ten chłopiec nie umie mówić
Ja: Na pewno umie, tylko się wstydzi
A: Wstydzi się? A dlaczego?


A: Mamo dasz mi przysmołyk?
Ja: Yyy.. co?
A: No przysmak albo smakołyk jakiś...


A:Mamo, zrobimy babeczki?
Ja: Ok, możemy zrobić, a pomożesz mi?
A: Tak: Ja będę piekarzem a ty piekarniczką


Malujemy obrazki, a następnie podziwiamy nasze dzieła:
Ja: Ładny namalowałam obrazek?
A: Ładny, ale ta dziura tu na środku nie jest ładna
Ja: Ale ja tego nie zrobiłam!
A: No oczywiście, że ja


Innym razem przy malowaniu:
A: Mamo, czy ładny obrazek namalowałem?
Ja: No śliczny
A: A ja, jestem ładny?


Big and smal... Antek powtarza wracając z przedszkola
A: Wiesz mamo niektóre domy są big a inne small.
Ja: Tak samo jak ludzie.Np. Ja jestem big, a ty small...
A: Nieee mamo, ty jesteś średnia. Tata jest big a ja small


Jedziemy samochodem, obok Antka leży reklamówka
A: Co to?
Ja: Małe wieszaki, na ubranka dla ciebie
A: Ale ja nie chciałem, żebyś mi takie wieszaki kupowała
Ja: Ok, ale ja dostałam je od jednej pani, za darmo
A: robi wielkie oczy, Mamo, a ty nie wiesz, że nie ma nic za darmo?


W drodze do przedszkola. Jedziemy autem, Antoś rozgląda się przez szybę...
-Mamo patrz, lampki!
-Gdzie?
- No widziałem świecące lampki!
- Dobrze... Ja nie zauważyłam
- Może ktoś zapomniał zdjąć, bo już dawno nie ma świąt... Ło jejciu co za głuptasy.



Antoś opowiada co robił w przedszkolu
A: Bawiliśmy się w piratów, X był kapitanem a ja łyszynem
Ja: Kim?
No łyszynem
Ja: nie znam takiego pirata
A: No ale taki jest
Ja: Ok, a jak on wygląda?
A: No jest taki łyszy czyli nie ma włosów!


Segregujemy ubrania do prania
Ja: tutaj kładziemy kolory, tu czarne, tu białe
Antek (łapie stanik i pyta): A podkładki pod cycuchy gdzie?


A: Mogę pokroić jabłko, mogę?
Ja (nauczona doświadczeniem): A masz na nie ochotę, zjesz je później?
A: Taaak
Ja: A nie trzeba najpierw obrać? Lubisz takie ze skórą?
A: Tak, lubiem
Ja (pod nosem): Ciekawe od kiedy
A (z drugiego pokoju): od teraz!


Co jakiś czas widzę, że nowy miś ląduje w posłaniu psa
Ja: Antek pies ma twoją foczkę, zabierz mu proszę bo ci pogryzie
A: Mamo, ale on musi mieć jakiś przyjaciół


Ja: Kocham Cię synek
A: Ja też cię kocham Mamo
Ja: No to super
A: Ale wczoraj cię nie kochałem, wiesz?
Ja: Dlaczego?
A: No bo tak chciałem!


Oglądamy filmik o niemowlaku. Pytam Antka:
Ja: Chciałbyś, żeby u nas w domu był taki dzidziuś?
A: Tak, chciałbym
Ja: Ale wiesz, że on mógłby dużo płakać?
A: Nieee, bo ja bendem go lulaći śpiewać mu kołysanki, wiesz?
Ja: Taaak?
A: Tak i nauczę się jak się koloruje i będę go nosić apka... ale chyba dzidziusie są dla mnie za ciężkie.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017


Za oknem piękne słońce, pogoda sprzyja spędzaniu czasu na świeżym powietrzu. Co więcej możemy ze spokojem wybrać się na dłuższy kilkugodzinny spacer lub mała wycieczkę w weekend. Każda mama wie jednak, że kilka godzin poza domem dla małego szkraba, wiąże się z przygotowaniem torby jedzenia i picia. Oczywiście możemy spędzić poprzedni dzień na przygotowywaniu zdrowych przekąsek, ale jest też kilka gotowych produktów, które bez wyrzutów sumienia możemy zaserwować maluchom. Są one droższe niż tradycyjne słodycze, ale czy na pewno na zdrowiu chcemy oszczędzać? Wcale nie trzeba udawać się sklepu ze zdrową żywnością, gdyż produkty które polecam kupicie w zwykłym markecie. Warto taką listę podrzucić również babci czy cioci, które nie lubią wpadać z pustymi rękami.

  1. Suszone owoce, orzechy oraz pestki
Wiadomo, że najzdrowsze będą owoce świeże, nieprzetworzone, jednak suszone są moim zdaniem doskonałą alternatywą. Kupując takie produkty musimy zwrócić jednak uwagę czy nie są one siarkowane (dwutlenek siarki w składzie) lub dosładzane. Dzieciom możemy je sprytnie przemycić jako chipsy owocowe lub w postaci mieszanki owoców i orzeszków. Można nimi również wzbogacić jogurt naturalny. Bez problemu można kupić je w większości marketów.

                                Zdjęcie z bloga:  http://weganskiepysznosci.blogspot.com/2016/11/chipsy-jabkowe-vitanella.html 
                                        

  1.  Musy owocowo-warzywne
U nas "musik" jest obowiązkową pozycją każdego dnia. To porcja owoców i warzyw podana w 
atrakcyjnej dla dziecka formie. Możemy go zabrać gdziekolwiek chcemy, a także otwierać i zamykać kilkukrotnie. Na rynku jest wiele propozycji, warto jednak czytać skład czy nie czai się gdzieś niepotrzebny cukier. Ja polecam Kubuś baby dl kupienia w Biedronce lub Apfelino z Lidla


  1. Batony owocowe z dodatkami
Idealny zamiennik czekoladowego batona najeżonego niepotrzebnymi dodatkami. Solidna porcja energii a do tego atrakcyjna forma. My polecamy batony z dobra kaloria (do kupienia np. w Lidlu). lub batony owocowe z Biedronki.



  1.  Chrupki kukurydziane, wafle ryżowe lub z innych zbóż itp.
Pod warunkiem, że nie zawierają soli ani wzmacniaczy smaku! Myślę, że jest to przekąska, która każdy rodzic (i nie tylko) powinien mieć w domu. Do kupienia w różnych wariantach, a nawet małych podręcznych opakowaniach. Znacie kogoś kto nie lubi chrupać?

Edit: Przetwory kukurydziane oraz ryżowe budzą wiele kontrowersji. Czy warto je podawać dzieciom czy są wręcz szkodliwe pozostawiam waszej decyzji. Jak ktoś ma wątpliwości zachęcam do zgłębienia tematu. Pamiętajmy, wszystko w granicach rozsądku ;)


  1. Sesame Bar - Baton sezamowy z miodem
Starałam się tutaj pisać ogólnie, ale ten baton zasługuje na osobny punkt. Jest to obowiązkowa pozycja na każdych zakupach w Lidlu i coś co mogę polecić z czystym sumieniem. Jeżeli lubicie sezamki to jest to o wiele smaczniejsza i zdrowsza alternatywa. 


  1. Musy jogurtowo-owocowe Day up
Jogurt, owoce i zboża czyli pełnowartościowy posiłek w małej tubce. A do tego skład, który nie budzi grozy. Coś dla miłośników jogurtu, który nie bardzo lubią nosić w torebce łyżeczkę. Mój Szkrab za nimi nie przepada, ale ja za to jak najbardziej. Nie każdy przecież musi lubić wszystko.
  1. Soki owocowe 100%
Świeżo wyciskane, z miąższem, bez dodatku cukru oraz substancji słodzących są zdrową alternatywą dla kolorowych napojów i od czasu do czasu miłym urozmaiceniem dla wody. Dodatkowo są dość sycące i stanowią kolejną porcję owoców w ciągu dnia. 





Zachęcam nie tylko do spróbowania tych produktów, ale również do czytania składów. 

Mam nadzieję, że ten post, był dla Was pomocny.

Miło mi będzie, jeśli udostępnicie go dalej.

poniedziałek, 20 marca 2017


Do uszycia Tipi zabierałam się od dłuższego czasu. Kupiłam wszystkie materiały, ale nie mogłam się zmobilizować do pracy. Myślałam, że trochę porywam się z motyką na słońce. Przewertowałam internet i znalazłam mnóstwo tutoriali. Miałam swoją wizję, a ponieważ żaden nie pasował mi w 100% opierałam się na tych trzech. Są opisane w taki sposób, że każdy połapie się o co chodzi. 


Nieco je zmodyfikowałam na moje potrzeby i zabrałam się do pracy.


Etap I – rysunek
Przede wszystkim musiałam zastanowić się jakich wymiarów potrzebuję. Ponieważ moje kije miały 150, a musiałam zostawić ok.10 cm do związania ich namiot musiał być niższy
Przyjęłam mniej więcej takie wymiary (doliczając kilka cm na podwinięcia)
Etap 2 – Przygotowanie stelaża
Kupione przeze mnie kije miały 150 cm. W każdym kiju 10 cm od wierzchołka wywierciłam otwór przez który później przeplatałam sznurek. Nie jest to konieczne, ale dzięki temu nasze tipi będzie stabilniejsze. Na koniec podkleiłam każdy kij filcową podkładką, by się nie ślizgały.


Etap. 3 – Wykrój
Na materiale wyrysowałam trójkąty analogicznie do przygotowanego projektu i wycięłam wszystkie elementy. Z trójkątów odcięłam ok.10-15 cm od wierzchołka, by zostawić otwór na kije.

Etap 4 - Zszywanie boków.
Za pomocą szpilek złączyłam ze sobą wszystkie ściany, a następnie zeszyłam je ze sobą.


Etap 5 – Podwijanie

Z każdej strony podwinęłam materiał na ok.2 cm 


Etap 6 - Tworzenie tuneli do stelaża
Po zmierzeniu szerokości kijków odmierzyłam wielkość tuneli u styku ścian, spięłam szpilkami i zeszyłam. Najlepiej zostawić nieco zapasu, by nie było później problemu. Jak to zrobić dokładnie przeczytacie w tutorialach powyżej.

Etap 7 – Rozstawianie TIPI
Nadszedł decydujący moment. Musiałam sprawdzić czy kije mieszczą się w tunelach i czy wszystko po postawieniu „trzyma się kupy”. Następnie zmierzyłam ile realnie ma jeden bok, by mieć wymiary do uszycia podłogi.

Etap. 8 – Podłoga
Wycięłam dwa kwadraty o długości boku namiotu. Polecam zmierzyć po rozstawieniu, ponieważ u mnie wyszło nieco więcej niż zakładałam (+kilka cm z każdej strony na zszycie). Przygotowałam 8 troczków które później podłożyłam w każdym narożniku, żeby podłogę można było przywiązać do kijków. Do wypełnienia użyłam starej kołdry, dzięki czemu nie wydałam dużo pieniędzy, a siedzieć można wygodnie. Na koniec podłogę przywiązałam do namiotu, by konstrukcja była stabilniejsza.


Prawda, że nic trudnego? To była chyba trzecia rzecz, którą uszyłam na maszynie, więc nie trzeba mieć wielkich umiejętności - tylko chęci :)
Wszystko zajęło mi około 3-4 godziny. Łącznie z pruciem oraz poprawkami, bo tych nie uniknęłam. Na koniec zauważyłam kilka małych błędów, jednak efekt był dość zadowalający. Najważniejsze, że spodobał się dziecku :)

Edit: Zapomniałam wspomnieć o kosztach. Kije kosztowały 6zł/szt czyli łącznie 24zł. Materiał zakupiłam w Ikei za 7zł/m a potrzebne było 5m co daje kwotę 35zł. Jeśli ktoś jest skrupulatny może doliczyć nić za 3zł. Wszelkie koszty zamknęły się w kwocie 60zł

wtorek, 7 marca 2017


Ruszył nabór do przedszkoli. Wielu rodziców zmaga się z myślami czy warto zapisać swoje dziecko do przedszkola czy zatrzymać jeszcze trochę w domu. 

Antek poszedł do przedszkola we wrześniu, przed ukończeniem trzech lat. I gdybym miała jeszcze raz wybierać – zrobiłabym tak samo. Przez pół roku zrobił tak ogromny skok w rozwoju, że nie sposób tego opisać. Moim zdaniem zdecydowanie warto, chociaż początki zazwyczaj są trudne.


5 powodów dla których warto posłać trzylatka do przedszkola
  1. Kształtowanie samodzielności
W domu mama poświęca dziecku tyle uwagi ile tylko może i czasami mimowolnie wykonuje za dziecko wiele czynności. W przedszkolu dzieci jest o wiele więcej i Pani przedszkolanka mimo wszelkich chęci nie może z każdym dzieckiem wykonywać wszystkich czynności. Dziecko powinno samodzielnie korzystać z toalety, ubierać się oraz jeść. Ma również obowiązki jak np. sprzątanie zabawek czy też mycie stolika po posiłku. Nauka tych czynności idzie każdemu dziecku inaczej, warto więc wcześniej uczyć go „samoobsługi” w domu.
  1. Nauka funkcjonowania w grupie
Trzylatek w przedszkolu prawdopodobnie pierwszy raz spotyka się z zasadami panującymi w grupie. Szczególnie jedynak – uczy się, że nie jest sam i pora nauczyć się cierpliwości. W tym środowisku spotykają się dzieci z różnych środowisk, co pomaga nauczyć malucha tolerancji. Wszystko jest wspólne, co na początku rodzi wiele konfliktów, które przedszkolak musi nauczyć się rozwiązywać oraz prowadzi do nauki dzielenia się np. zabawkami . Ma szansę na kontakt z rówieśnikami. Tworzą się nowe więzi między dziećmi, które nabierają współodpowiedzialności. Nawiązują się pierwsze przyjaźnie i sympatie.
  1. Doskonalenie umiejętności
Czas spędzony w placówce przedszkolnej na pewno nie będzie dla dziecka stracony. Każdego dnia wykonuje zadania, uczy się wielu technik plastycznych, ćwiczy zdolności manualne oraz koordynację ruchową. Bierze udział w wielu zajęciach, które trudno zapewnić w warunkach domowych np. język angielski, taniec, rytmika czy teatr. Trzylatek ma również doskonałą okazję do spożytkowania energii. Wszystkie te aktywności wpływają na wszechstronny rozwój malucha.
  1. Nabieranie odporności
Nie można trzymać dziecka pod kloszem. W przedszkolu dziecko spotyka się z różnymi wirusami oraz bakteriami i stopniowo nabiera odporności. Początkowo jest to męczące, dziecko dużo choruje i w placówce bywa w kratkę, ale na pewno zaprocentuje to na przyszłość. Najważniejsze by z powodu chorób ze strachu nie wypisać dziecka z przedszkola, bo później i tak będzie musiał odchorować swoje.
  1. Przygotowanie do szkoły
Nauka to nie wszystko. W przedszkolu dziecko poznaje przede wszystkim zasady szkolnego systemu. To tam zapoznawany jest ze sposobami motywacji i nagradzania a nawet kar. Każde przedszkole ma swój system i rodzic powinien zapoznać się z nim, by wybrać to, które odpowiada mu najbardziej. Dzieci mają szansę nauczyć się stopniowo koncentracji oraz reagowania na polecenia.


Oczywiście każde dziecko jest inne, rozwija się w różnym tempie.
Malucha trzeba również do takiej zmiany odpowiednio przygotować. Można bawić się w „przedszkole” oraz dużo o tym rozmawiać. Warto skorzystać z zajęć adaptacyjnych by zapoznać się z otoczeniem.
Każde przedszkole jest inne i ma swoje plusy oraz minusy. Różni są również rodzice, jedni poświęcają dzieciom w domu więcej a drudzy mniej czasu na naukę. Nawet jeśli jedno z rodziców nie pracuje, ma na głowie mnóstwo obowiązków domowych, więc nie może cały dzień zapewniać dziecku nowych zajęć.
Nie mówię, że nie ma minusów, bo jest ich kilka. Jednak to co dla jednych jest plusem, dla innych może stanowić poważny minus, to jest moja subiektywna lista.

poniedziałek, 19 grudnia 2016


Mam na to świetny sposób!

Zdjęcia mogę przeglądać godzinami... Zupełnie inaczej ogląda się jednak prawdziwe albumy, niż nawet najlepsze fotki w wersji komputerowej. Długo nie mogłam się jednak zmobilizować do wywołania odbitek... Aż do tej pory. Dzięki Saal Digital stworzyłam fotoksiążkę, która przywołała cudowne wspomnienia z pierwszego roku życia we troje.
Oglądałam ją już kilka razy i nie mogę przestać. Jestem oczarowana.

Wybrałam format 19x19 ale opcji macie oczywiście o wiele więcej.
Książka ma twardą okładkę, dzięki czemu nie zniszczy się tak szybko.
Kartki są dość sztywne i błyszczące, dobrze uwydatniają kolory zdjęć, które są naturalne.

Wszelkie ustawienia zdjęć są dostępne w formie szablonów, które można dowolnie edytować.
Program do tworzenia albumu jest bardzo intuicyjny, krok po kroku przeprowadza nas przez proces tworzenia, aż po zamówienie.
To od nas zależy, jakie będą tła, kolory, rozmiary zdjęć czy czcionki.

Dodatkowo można również opublikować stworzoną fotoksiążkę np. na facebooku.

I coś co mnie totalnie zaskoczyło - bardzo krótki czas oczekiwania! Mimo, iż firma mieści się w Niemczech przesyłka była u mnie już kilka dni po zamówieniu.

Nie jest to żadna reklama, szczerze polecam!


środa, 23 listopada 2016




Dzisiaj trochę rozważań na temat samodzielności... Każdy rodzic zastanawia się nie raz co jego dziecko już powinno umieć. Obserwujemy licytowanie się na umiejętności maluchów: a to który pierwszy wstał, a to który powiedział: mama. Dlaczego więc, kiedy dzieci rosną zamiast dzielnie im kibicować często wyręczamy ich w najprostszych czynnościach?

Przyznaję, że ludzie robią wielkie oczy kiedy daję dziecku do ręki marchewkę i skrobaczkę, albo opowiadam, jak sam potrafi zrobić ciasto na naleśniki. Przecież ma niecałe trzy lata. No właśnie, dopiero, czy już? Dwu-trzy latek to już całkiem duże dziecko, które nie jednego zaskoczy, jeśli tylko pozwolimy mu pokazać jak wiele umie zrobić naprawdę sam lub z niewielką pomocą. 
Często będzie trwało to dłużej i najczęściej spowoduje dużo większy bałagan, a więc czy warto mu na to pozwolić? Spróbuję dziś odpowiedzieć na to pytanie...

Dlaczego warto wspierać samodzielność?

  1. Dziecko nabiera pewności siebie – rozpiera go duma, że może i potrafi SAM,
  2. Uczy się poznać i zaspokajać własne potrzeby– niektóre rzeczy może zrobić nie wołając przy tym dorosłej osoby np. zaspokoić pragnienie,
  3. Jeżeli może dokonać wyboru i podejmować decyzje, nabiera odpowiedzialności i konsekwencji za swoje czyny,
  4. Szybciej uczy się nowych umiejętności – pozwalając dziecku dokonywać samodzielnych wyborów, wspieramy jego naturalną potrzebę poznawania świata a ono rozwija się poprzez działanie,
  5. Zaspokojona jest potrzeba autonomiczności – dziecko nabiera coraz większego przekonania, że jest odrębną istotą co pomoże mu na pewno w dorosłym życiu,
  6. Wzrasta wzajemne zaufanie – rodzic przekonuje się, że dziecko da sobie radę, a maluch, że gdy dostanie szanse jest w stanie wiele osiągnąć bez pomocy innych
  7. Wychowamy dorosłego człowieka, który nie będzie bał się podejmować wyzwań, czuł się kompetentny i pewny siebie
Samodzielność warto wspierać od samego początku rozwoju dziecka.
Bardzo dobrym przykładem tego jest np. chodzenie. Dla prawidłowego rozwoju powinniśmy dziecku zapewnić warunki do nauki tej czynności oraz wsparcie. Niby to oczywiste, prawda? Dlaczego więc za wszelką cenę próbujemy przyspieszać ten proces? Szkrab sam będzie czuł potrzebę ruchu i dzięki upadkom nauczy się wszystkiego w swoim czasie. Wystarczy odrobinę poczekać.

Kolejnym etapem jest samodzielne jedzenie. Znów muszę tu wspomnieć o mojej ulubionej metodzie Bobas Lubi wybór, która kładzie nacisk na to, by pozwolić dziecku nie tylko jeść, ale również decydować ile tego pokarmu zje. Więcej przeczytacie tutaj.

Zabawa swobodna to nieodłączny element kształtowania samodzielnego dziecka. Nie chodzi wcale o to, by zostawić dziecko same i niech robi sobie co chce. Bądźmy obok i obserwujmy. Do nas, rodziców należy zapewnienie bezpieczeństwa i warunków do zabawy w ten sposób, by dziecko miało swobodny dostęp do zabawek i mogło wybrać to na co ma ochotę w danym momencie. Starszym dzieciom potrzebna jest również nuda. To dzięki niej muszą trochę ruszyć głową i rozwijają kreatywność. Warto otworzyć się i wyjść poza ramy tego co 'można' a czego 'nie można'. Jeżeli dziecko bawi się zabawką inaczej niż „powinno” a nie robi sobie ani nikomu innemu przy tym krzywdy, niech próbuje. Może ono nauczy w ten sposób nas czegoś, na co sami byśmy nie wpadli.
Mam wrażenie, że plac zabaw niektórych może przyprawić o zawał. Pierwsze wejście na drabinki to dla każdej mamy nie lada stres. Też tak miałam, ale dałam nam obu szansę. Stojąc obok mogłam zawsze złapać Antka gdyby spadł, ale ku mojemu zaskoczeniu nic takiego się nie wydarzyło. Po kilku zjazdach na zjeżdżalni sam stwierdził: teraz sam, bez trzymania.

Włączanie w codzienne obowiązki domowe. Jestem wyrodną matką, bo zamiast dziecku pozwolić się bawić, każe mu pomagać w domu. Haha. Nic bardziej mylnego. Po pierwsze dla niego to doskonała zabawa, której sam się dopomina. Zawsze to coś innego, nowego w stosunku do znajomych zabawek. Dzieci są bardzo chętne do pomocy, można im wymyślić zadanie dzięki któremu poczują się ważne, a wykonywana czynność będzie dla nich bezpieczna. Niejednokrotnie widziały jak my to robimy, będą więc naśladować. Osobiście uważam, że lepiej dać dziecku mały nożyk i pokazać jak się z nim obchodzić, niż kategorycznie zabronić. Dlaczego? Dziecko za wszelką cenę będzie chciało zdobyć to co niedostępne, kiedy tylko będzie poza zasięgiem wzroku, a wtedy dopiero może wydarzyć się tragedia.

Co więc powinniśmy robić jako rodzice?

Przede wszystkim wspierać i być obok. Poświęcić czas na to, by poznać własne dziecko, jego możliwości a także i słabości. Przecież każde dziecko rozwija się inaczej. Zaufać i uwierzyć w jego możliwości. Jeśli stale będzie słyszało: 'uważaj, bo się przewrócisz', jak myślicie, co się stanie? Zorganizować przestrzeń tak by była dostępna ale zarazem bezpieczna. Pozwolić doświadczać, próbować i eksperymentować. Pomagać, a nie wyręczać. Zmienić sposób postrzegania malucha i uzbroić się w cierpliwość. Starać się powstrzymywać od 'podawania wszystkiego na tacy'. To kiedyś zaprocentuje.

Wiem, że w tekście nadużywam słowa SAMODZIELNOŚĆ, ale robię to z pełną świadomością.
Wierzę w to, że nikt nie chce wychować dziecka na 'fajtłapę'. Jednak wyręczanie go ze wszystkich czynności nieuchronnie do tego prowadzi. I nie można ciągle tłumaczyć się tym, że dziecko jeszcze czegoś nie potrafi. Najczęściej jest niestety tak, że to opiekuna paraliżuje strach i boi się na coś pozwolić. A dopóki nie pozwoli, nie przekona się, że ten szkrab umie o wiele więcej niż mu się do tej pory wydawało... 

Do niczego nie chcę nikogo przekonywać, każdy sam sobie odpowie, co będzie lepsze.