środa, 20 kwietnia 2016



Życie z dwulatkiem to istny rollercoster. Wsiadasz i jedziesz, ale nigdy nie wiesz ilu mocnych wrażeń Ci dostarczy. Z jednej strony cieszysz się, bo dziecko rozumie coraz więcej, łatwiej też się z nim dogadać. Z drugiej strony jednak rozmowa z nim nie zawsze wchodzi w grę...

sobota, 9 kwietnia 2016



Dzisiaj wraz z Antosiem zapraszamy Was do jego własnego Królestwa.

poniedziałek, 14 marca 2016



Kiedy stawiałam pierwsze kroki w macierzyństwie, brakowało mi koleżanek, które miały aktualnie podobny obszar zainteresowań. Jakaż była moja radość kiedy znalazłam Aktywne Mamy i zaczęłyśmy się spotykać,
o czym pisałam wam TUTAJ. Zawsze mogłam poradzić się starszych stażem mam w jakieś kwestii, lub dać radę kolejnym. Miałyśmy podobne zdanie w wielu kwestiach. To na jednym z takich spotkań, dziewczyny namówiły mnie na założenie bloga...

Zaczęłam też zapisywać się na grupy fejsbukowe dla mam. To co tam zastałam przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Wchodzi na taką grupę biedna niedoświadczona matka i zadaje pytanie nieświadoma tego
co się zaraz wydarzy. Komentarze jakie czyta, zamiast pomagać, budują w niej poczucie, że wszystko robiła do tej pory źle i w ogóle na niczym się nie zna. Właściwie powinni jej już dziecko odebrać...
Czasem strach wyrażać otwarcie swoje zdanie na temat pewnych rzeczy, bo od razu zostaniesz zlinczowana, albo posądzona o nowoczesne metody wyczytane w książkach. Bo książki o rodzicielstwie to wymysł szatana, babka książek nie czytała i dobrze naszych rodziców wychowała!
Chusty? Kto to widział w dzisiejszych czasach, przecież są takie eleganckie wózki, po co to się męczyć.
To jakaś nowa moda? Bez sens kompletny.
Karmisz piersią? Laktacyjna terrorystka jak nic!
Nie karmisz? Jak możesz truć swoje dziecko jakąś sztuczną mieszanką!
Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność!
Czasem zastanawiam się, czy warto komuś coś doradzić, bo nagle znajdzie się grono matek, które uzna mnie za wariatkę, albo zwyzywa od najgorszych.
Zza szklanego ekranu każdy jest przecież najmądrzejszy.

Z każdej strony 'matki' plują na siebie jadem. A słownictwo? Poziom mistrzowski. Pozwólcie, że nie będę cytowała. Tylko po co to komu ja się pytam? Nie można wyrażać swojego zdania z szacunkiem, a emocje trzymać na wodzy? Błagam! Jesteśmy niejako jedną grupą społeczną, czy nie powinnyśmy grać w jednej drużynie? Kto lepiej zrozumie matkę niż inna matka? Myślałam, że tak to zadziała, niestety bardzo się pomyliłam. Oczywiście, że się różnimy, jesteśmy inaczej wychowane, w różnym wieku, mamy różne poglądy na życie. Ale nie można tego inaczej wyrazić?

Załóżmy jednak, że w grupie większość osób ma podobne podejście do rodzicielstwa. Masz problem i chcesz zasięgnąć rady. Myślisz, że możesz swobodnie pisać, bo grupa jest zamknięta? Nic bardziej mylnego!
Nigdy nie wiesz kiedy znajdzie się konfident i wyniesie twoje wypowiedzi poza obszar grupy. Kto nie słyszał o Bece z mamuś? Skąd tam się biorą screeny niektórych wypowiedzi? Właśnie od tych życzliwych. Internet to mało? Ostatnio komentarze z grupy znalazły się w lokalnej gazecie. O, takie właśnie godne zaufania są niektóre mamusie! Nóż się w kieszeni otwiera!

Ludzie tak są stworzeni i od wieków  zrzeszają się w grupy o podobnych zainteresowaniach czy zajmujących się tym samym. Dla własnego zdrowia psychicznego.
Dlaczego więc teraz zza ekranu komputera, telefonu czy tabletu zamiast integracji wszędzie panują podziały?!

Matka matce wilkiem, paranoja!

Ja rozumiem, że życie to walka, ale nie lepiej razem walczyć w słusznej sprawie, niż przeciwko sobie?

Mam jedną radę, do tych krzyczących, poluzujcie co trzeba, a zobaczycie, że od razu zrobi Wam się lepiej :)

poniedziałek, 29 lutego 2016


Dlaczego ostatnio nie mam czasu na pisanie?
Co siedzi w mojej głowie?
Czym jestem pochłonięta?
...
Szykuje się coś wielkiego!
I to już niedługo ;)

Ten temat był otwarty już od dłuższego czasu. Postanowiliśmy go w końcu zamknąć i podjęliśmy tę niesamowicie ważną decyzję. Bo jak nie teraz to kiedy? Po 40-stce? Najwyższy czas poczynić pewne kroki i w końcu to zrobić!

Tak! Bierzemy ślub.

Trzymałam język za zębami i zajęłam się niezbędnymi przygotowaniami. Sala zarezerwowana od jakiegoś czasu, ale nic poza tym. Jak my damy radę? Przecież znajomi zabierali się za to jakieś dwa lata wcześniej! No nic, podejmujemy wyzwanie. Kompletnie się na tym nie znam, ale mam swoją wizję! Zorganizujemy małe wesele i to niewielkim kosztem, a co!

Wybraliśmy miesiąc maj. Głównie ze względu na bzy. To one będą tematem przewodnim. Przyszły Pan młody zdaje się na nie, więc mogę puścić trochę wodze fantazji. Z listą gości nie było większego problemu. Nie zważamy na to kogo powinniśmy zaprosić, a skupiamy się tylko na najbliższych znajomych i rodzinie z którymi rzeczywiście mamy kontakt. Zdecydowaliśmy się wziąć DJ-a zamiast zespołu. Te dobre biorą kilka tysięcy (i terminy mają na kilka następnych lat do przodu zawalone), a Pan Zdzisiu z keyboard'em to zdecydowanie nie to. Miał być tylko dobry fotograf, ale w ostatniej chwili uznaliśmy, że miło będzie po latach wrócić do filmu i szukaliśmy pary, która wykona obie usługi w niezbyt wygórowanej cenie. Dziś mamy spotkanie. Zaproszenia wybrane i zamówione. Chciałam robić sama, bo bawiłam się kiedyś w kartki, ale znalazłam tak piękne, że sobie daruję. Wypisywać będę ręcznie, to już coś. Fryzurę zrobi mi mama, a paznokcie siostra. Przynajmniej taką mam nadzieję, chyba, że stwierdzą, że za dużo wymyślam, to mogę mieć problem :P Inne sprawy ogarniam w tak zwanym międzyczasie. Chętnie korzystam z poczty pantoflowej, bo to najlepsza recenzja różnego rodzaju produktów.

Sen z powiek spędza mi sukienka. Miałam zamówić z internetu, znalazłam taką jak mi się podoba, ale mam cykora. Bo jak tak bez przymierzania? Poluję na ideał na portalach handlowych, ale jak na złość jak coś wpada mi w oko, to nie jest w moim rozmiarze. Zawsze mały biust był moim przekleństwem, a teraz odwrotnie! W życiu się nie spodziewałam, że mogę mieć problem z zapięciem góry, a to zdarzyło mi się już kilkukrotnie. To zasługa Szkraba :P Chciałabym ten wybór mieć już za sobą, bo nie mogę myśleć o niczym innym. Przecież w dresie nie pójdę do ołtarza! A majątku też nie chcę wydawać na coś, co zasili później szafę.

Chętnie przyjmę wszelkie uwagi i wskazówki od tych, które te ślubne przygotowania mają już za sobą. Wiecie, nie mam w tym żadnego doświadczenia, więc warto korzystać z cudzego!
Jeśli jesteście ciekawi postępów, będę informować na bieżąco na fejsie :)

Życzcie mi powodzenia!

czwartek, 18 lutego 2016

Pogoda ostatnimi czasy nas nie rozpieszcza. Sezon chorobowy w pełni. My siedzimy w domu już drugi tydzień. :(
Co robić w domu, kiedy zabawki się tak szybko nudzą?
Dziś daje Wam prosty przepis na domową ciastolinę. Kolorową masę możemy wyczarować z produktów, które każdy na pewno znajdzie w swoim domu, a dzieciaki będą zachwycone. Dodatkowo mamy pewność, co dajemy swoim pociechom, nie potrzebujemy żadnych atestów. :)

Robiliśmy ją po raz pierwszy, ale na pewno nie ostatni. Kilka minut przygotowań, a ile wesołej twórczej zabawy! Polecam pozwolić dziecku w przygotowaniu jej od samego początku. Będzie miało sporo frajdy.

Składniki:
1 szklanka mąki pszennej
1/2 szklanki ciepłej wody
1/2 szklanki soli
2 łyżki oleju
Barwniki zaczerpnięte z kuchni: kurkuma, papryka, barszcz ekspresowy, sok jagodowy
(poszperajcie w swojej i użyjcie wyobraźni)

Wykonanie:
Do miski wsypujemy mąkę i sól. Dolewamy po trochu wody i ugniatamy kilka minut, aż powstanie zwarta kula. Na koniec dodajemy oleju, by ciasto nie wysychało i dobrze się ugniatało. Dzielimy na kilka małych kulek i do każdej dodajemy inny barwnik. Ugniatamy do uzyskania jednolitej barwy.
Ciastolina w kilku kolorach gotowa! Teraz pozostaje już tylko ulepić z niej co tylko wpadnie nam do głowy.

Miłej zabawy :)

My stworzyliśmy wesołe zwierzątka. Efekty możecie zobaczyć poniżej.

Ps. A na koniec mała zagadka, co ulepił Antek? Znajdziecie "to" na ostatnim zdjęciu przed zwierzątkami ;)